Być obcokrajowcem jest z reguły ciężko. Nie zna się języka, zasad panujących w danym kraju ani nawet nie wiadomo co odpowiadać kiedy jakiś kolo zaczepi cię i spyta "za kim jesteś"
Zawsze są jednak pozytywne strony, w szczególności kiedy od razu
widać, że jesteś nie stąd.
Mój kolega miał ten dar, bo był murzynem.
Zaczepianie dziewczyn w klubach jest w tym przypadku dziecinnie proste, wystarczy że tylko podejdzie i powie:"hello"
Wczoraj zastosowaliśmy trochę inny numer, podszedłem do dwóch dziewczyn
i powiedziałem, że mój kolega ze Stanów chciał bardzo poznać kogoś
z Polski oprócz mnie.
Ucieszyły się, a potem podszedł George i powiedział
"how r u doing?"
No i się zaczęło.
Barierą czasem jest jednak język, ponieważ dziewczyny chciały się pochwalić co studiowały, ale nie za bardzo znały słówka.
- Pomogę - zaproponowałem
- Co studiujecie?
- Gospodarkę przestrzenną
I tak sobie pomyślałem, że poduczę się trochę języka i będę udawał, że jestem z zagranicy. Na przykład z Sosnowca.
piątek, 21 maja 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Pamiętasz swoją reakcję na 'angielskie' wymigiwanie się od podrywu?
OdpowiedzUsuńPodejrzewam, że podobne emocje wzbudza angielski podryw (to jest, jeśli go ktoś rozgryzie ;) ). Nie znaczy, że nieskuteczny musi być.
Rzeczywiście, jeśli okaże się, że murzyn tak naprawdę nie jest murzynem może być kiepsko.
OdpowiedzUsuńGospodarka przestrzenna - nieświadoma cięta riposta na podryw:P
OdpowiedzUsuńPzdr
Scheik
ja ostatnimi czasy mocno pomagam sobie translatorem google.... wg niego Wrocław w tłumaczeniu na niemiecki to.... Boston! nie mam więcej pytań;]
OdpowiedzUsuń